Byłem księdzem Część 2 Owce ofiarami pasterzy - Roman Kotliński - książka wyd. 1998
Opis
Prawdziwe oblicze Kościoła Katolickiego w Polsce - 113 s., 2008 r. Owce ofiarami pasterzy - 164 s., 2008 r. Owoce zła - 176 s., 1999 r. Cieszę się, że sięgnęliście Państwo po tę książkę. Otworzy Wam ona oczy na wiele spraw, porazi prawdą i pozwoli zrozumieć, co tak naprawdę dzieje się w polskim Kościele, rodem z Rzymu. Najpierw jednak z konieczności, muszę wyjaśnić parę spraw. Wielu ludziom nie podoba się to, co piszę i głośno wyrażam. Podejmowane są również próby skompromitowania mojej osoby. Niektórzy próbują sprowadzić całą moją działalność do walki o zniesienie celibatu, a ze mnie robią słabego człowieczka, który nie wytrzymał rygoru przymusowej bezżenności. Doszło do tego, iż nawet dziennikarze, którzy przeprowadzają ze mną wywiad, wypisują później brednie, dokładnie przekręcając to, co im sam powiedziałem! Dzieje się tak, ponieważ ludzie myślą schematami, w stylu – odszedł z kapłaństwa, bo mu się d..y zachciało. Kiedy wziąłem do ręki kwietniowy numer Claudii – wypindrowanego brukowca ogłupiającego kobiety – przeżyłem szok! Podrzędny dziennikarzyna, niejaki Połeć, zrobił ze mnie Don Juana w sutannie, który ślinił się na widok kobiety. Skąd on – na Boga! – wytrzasnął takie love story! Już sam tytuł – Dla miłości zrezygnowałem z kapłaństwa – zwalił mnie z nóg. Połowa artykułu jest wyssana z palca, a reszta – dokładną odwrotnością moich słów i samych faktów. Po części jednak moja w tym wina, gdyż nie autoryzowałem tego knota. Ludzie, na miłość Boską! Wierzcie mi, że odszedłem (tak jak wielu przede mną i po mnie) tylko i wyłącznie z pobudek ideowych! Nie powtarzajcie kłamstw i nie słuchajcie głupot! Celibat, to tylko jeden z tysięcy błędów tego Kościoła! Swoją obecną żonę poznałem co prawda przed wystąpieniem z czarnych szeregów, ale nie wpłynęło to w najmniejszym stopniu na tę decyzję. O zawarciu związku małżeńskiego zdecydowaliśmy dopiero po kilku miesiącach. Gdyby d..y były w moim życiu na pierwszym miejscu – zostałbym księdzem i „wykaszał” panienki na kolejnych parafiach tak, jak to czynią inni. Jeśli ktoś chce dokładnie poznać motywy mojego odejścia – może wziąć do ręki jedną z moich trzech książek. Nieprawdą jest również to, jakobym oczekiwał przebaczenia – ze strony Boga czy ludzi – za to, co zrobiłem. Jest dokładnie odwrotnie! Dumny jestem jak cholera, że zdobyłem się na ten krok i zerwałem z największą mafią świata! Czuję się teraz wprost cudownie! Spadł mi z serca ogromny ciężar! Postanowiłem też w końcu zerwać ze swoim pseudonimem literackim i pisać pod prawdziwym imieniem i nazwiskiem. Przed rokiem – na taki krok – nie posiadałem jeszcze odpowiedniego „mandatu” od swoich rodziców. Uważałem bowiem (i uważam nadal), że skoro moje nazwisko nie należy tylko do mnie – nie mogę się nim dowolnie posługiwać. Bałem się również represji, które – zamiast mnie – mogłyby dosięgnąć moich najbliższych i… po części się nie pomyliłem. Obecnie nie ma już żadnych przeszkód, abym cokolwiek ukrywał. Przejdźmy więc do tematu.
